STOWARZYSZENIE LOTNICTWA
EKSPERYMENTALNEGO

EAA 991

  • Linki

    • aph.org.pl

      Aeroklub Podhalański im. Leopolda Kwiatkowskiego Nowy Sącz

    • dlapilota.pl

      Portal lotniczy - najnowsze informacje dotyczące lotnictwa na świecie oraz w Polsce.

    • Samoloty Samoloty w Lotnictwie Polskim
    • Eagle Portal lotniczy nie tylko dla orłów
    • Eagle FlyingTV.pl - filmy lotnicze - telewizja lotnicza promująca lotnictwo i sporty lotnicze.
  • Stowarzyszeni w RWD

Baloniarstwo moich lat w PRL-u

W latach 1945 - 56 w Polsce balonów latających użytkowo nie było. W wojsku straciły zastosowanie, więc i nie było balonów sportowych w pracujących dla MON aeroklubach czy Lidze Przyjaciół Żołnierza.
Jedyną tedy namiastką sportu balonowego w tym czasie były lepione przez uczniów z bibułki "mongolfierki" w kształcie dość dużego worka. Ogrzewane płomieniem nasączonego denaturatem tamponu umieszczonego wewnątrz powłoki na konstrukcji z drutu - coś na modłę dzisiejszych "chińskich lampionów" z papieru i bambusa. Nie było to w latach stalinowskich zupełnie legalne - ale cóż wtedy było całkiem legalne? - i trzeba było jakoś z tym żyć. A owym z rzadka wypuszczanym w niebo bibułkowym aerostatom zaczęła nagle przybywać konkurencja - dość liczna na południu Polski inwazja balonów, nieforemnych w kształcie, za to niesamowicie błyszczących - srebrzyście za dnia i czerwono przy zachodzie słońca. W ślad za nimi zawsze pędziły milicyjne gaziki. Wiedzieliśmy, że balony nadlatują z Zachodu, że mają podwieszone pakunki z ulotkami. Ktoś widział jak milicja z pomocą pastuszków dopadła gdzieś za Limanową balon - ładunek się rozsypał, a odciążona powłoka uciekła w górę. Stróże ustroju pognali za nią, pozostawiając wrogą "bibułę" w dyspozycji małolatów. Było to nawet dla mojego dziesięcioletniego umysłu dziwne. Ale niebawem miałem okazję kwestię unaocznić.

Wzdłuż toru kolejowego, nad którym siedzieliśmy na stoku, szedł milicjant z jakimś niewielkim rulonem pod pachą. Na przejeździe nieopodal spotkał znajomego i zademonstrował mu, co niesie. Pozwolił, by wiatr rozwinął to coś srebrzyście przeźroczystego w wielką wydętą powietrzem poduchę. Obezwładnieni zdumieniem podeszliśmy blisko, takie to było niesamowite z cieniutkiej, a mocnej błony z nie wiedzieć czego, po prostu amerykańskie! Wybałuszone oczy funkcjonariusza świadczyły, że i on widzi pierwszy raz to, co przyleciało z zupełnie innego świata, gdzie panuje wyzysk, zbrodnia, kapitalizm i pornografia i gdzie takie cuda potrafią wyprodukować!
Po latach czytałem w "Pięknych dwudziestoletnich" Hłaski - "W roku 1952 urządzono w Arsenale wystawę pod dramatycznym tytułem OTO AMERYKA (...) pistolety dla szpiegów, bomby napalmowe, comicsy z Braci Karamazow i trupy jakichś Murzynów. Skutki wystawy były straszliwe; godzinami czekało się na wejście, gdyż ludzie chcieli zobaczyć cokolwiek amerykańskiego."
To samo biło z oczu milicjanta od balonu. Za taki dostarczony na posterunek balon płacono podobno 100 zł, gdy za dołączoną "wrogą propagandę" tylko 20.
Znaleźli się specjaliści, którzy z igelitowych powłok balonowych sporządzali ekskluzywne płaszcze przeciwdeszczowe, więc niewiele ich trafiało w ręce władz, niemniej w 1955 r zebrano ich w Polsce 2667.
A wszystko rozgrywało się w ramach prowadzonej przez "Wolną Europę" w latach 1955 - 56 operacji "Spotlight". Balony z broszurkami wysyłano z Bawarii i Austrii, te kierowane do Polski zawierały relację "Za kulisami bezpieki i partii" Józefa Światły, pułkownika UB, który w 1953 r uciekł na Zachód, później tajny raport Chruszczowa o zbrodniach Stalina czy przebieg krwawych wydarzeń w Poznaniu w czerwcu 1956.
Podobno nad Czechosłowacją próbowano zestrzeliwać przesyłki "Spotlghtu" przez Avie 199 (czeskie Me-109 ) i Migi-15, co było groteskowe, bo ulotki w ten sposób nawet łatwiej były rozpowszechniane. Zarzekano się, że w Polsce do takich działań nie dochodziło, za to same balony miały spowodować śmierć dwuosobowej załogi jakiegoś odrzutowca. Brak jednak konkretnych potwierdzeń takiego zdarzenia. Z histerią antybalonową wiązano też śmierć znanego od przed wojny rekordzisty balonowego Franciszka Hynka w 1958 r. Choć było to już w czasie popaździernikowej "odwilży" miał go zestrzelić podczas nocnego lotu nadgorliwy milicjant. Ale wszystko wskazuje, że przyczyną było zderzenie z linią wysokiego napięcia.
Na pewno operacja "Spotlight" inspirowała legendy, może na kształt opowieści o panu Czapku w filmie "Operacja Dunaj", który sporządzonym balonem postanowił uciekać z Czech do strefy pozaideologicznej - może doleciał do Wiednia, może nie doleciał. Ale próbować trzeba.
Druga "wojna balonowa", właściwie jednodniowa "bitwa" nastąpiła 5 marca 1982 r. W doskonale zorganizowanej akcji solidarnościowej wypuszczono z wyspy Bornholm 800 tys. pomarańczowych baloników z 50 g ulotek każdy. Poleciały na wysokości poniżej 300 m, by nie zagrażać komunikacji powietrznej. Bardzo wiele dotarło na tereny Pomorza Zachodniego, jeden nawet do Zielonej Góry. Wielki skowyt wydały zmilitaryzowane publikatory stanu wojennego, oskarżając inspiratorów akcji o wszeteczeństwa najgorsze i apelując o traktowanie "pomarańczowej zarazy" z największym obrzydzeniem. Zarazy dosłownie, bo straszono, że w przesyłkach są niebezpieczne wirusy.
Odzew?
Parę lat później - pod koniec lat 80-tych - krasnale Pomarańczowej Alternatywy "majora" Waldemara Fydrycha podczas ulicznego happenihgu opatrzone napisami "Galopująca inflacja" uciekały przed zomowcami, aż co do jednego zostały wyłapane.
A obserwujący naród pokładał się ze śmiechu, widząc jak władza radzi sobie z katastrofą gospodarczą kraju.
Ale to już z innej beczki piwo i może nie na tę stronę.

29 stycznia 2013 r.

Copyright © by Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego EAA 991

Naszą stronę czytano 666686 razy