STOWARZYSZENIE LOTNICTWA
EKSPERYMENTALNEGO

EAA 991

  • Linki

    • aph.org.pl

      Aeroklub Podhalański im. Leopolda Kwiatkowskiego Nowy Sącz

    • dlapilota.pl

      Portal lotniczy - najnowsze informacje dotyczące lotnictwa na świecie oraz w Polsce.

    • Samoloty Samoloty w Lotnictwie Polskim
    • Eagle Portal lotniczy nie tylko dla orłów
    • Eagle FlyingTV.pl - filmy lotnicze - telewizja lotnicza promująca lotnictwo i sporty lotnicze.
  • Stowarzyszeni w RWD

Lisy wiosenne 2013

Lisy wiosenne 2013

Tegoroczna akcja szczepienia lisów w wykonaniu Aeroklubu Podhalańskiego miała organizacyjnie inny przebieg niż poprzednie. Zrezygnowano z An-2 na rzecz mniejszych samolotów, a loty operacyjne odbywały się wyłącznie z Lotniska w Łososinie Dolnej - promieniście na teren całego województwa po trasach często skomplikowanych zadziwiająco - vide załączona przykładowo mapka.

22 maja 2013 r.
Zobacz więcej »

RWD-5R w Instytucie Lotnictwa w Warszawie

RWD-5R w Instytucie Lotnictwa w Warszawie

8 maja b.r. Instytut Lotnictwa na warszawskim Okęciu zorganizował seminarium Stanisław Jakub Skarżyński - 80 rocznica przelotu przez Atlantyk.
SLE zostało zaproszone, więc wystąpiło w liczbie: RWD-5R, Prezes Honorowy Stowarzyszenia Eugeniusz Pieniążek i kol. Józef Wójtowicz, który znów miał sposobność lądowania na Okęciu, choć tym razem troszkę mniejszym aparatem latającym.
Wśród dostojnych uczestników seminarium znaleźli się m.in. syn Stanisława Skarżyńskiego Maciej Skarżyński i ambasador Brazylii, a prelekcje prezentowali oprócz Polaków także przedstawiciele innych państw - Brazylii ( ambasador Jorge Geraldo Kadri ) i Argentyny.

17 maja 2013 r.
Zobacz więcej »

Baloniarstwo moich lat w PRL-u

W latach 1945 - 56 w Polsce balonów latających użytkowo nie było. W wojsku straciły zastosowanie, więc i nie było balonów sportowych w pracujących dla MON aeroklubach czy Lidze Przyjaciół Żołnierza.
Jedyną tedy namiastką sportu balonowego w tym czasie były lepione przez uczniów z bibułki "mongolfierki" w kształcie dość dużego worka. Ogrzewane płomieniem nasączonego denaturatem tamponu umieszczonego wewnątrz powłoki na konstrukcji z drutu - coś na modłę dzisiejszych "chińskich lampionów" z papieru i bambusa. Nie było to w latach stalinowskich zupełnie legalne - ale cóż wtedy było całkiem legalne? - i trzeba było jakoś z tym żyć. A owym z rzadka wypuszczanym w niebo bibułkowym aerostatom zaczęła nagle przybywać konkurencja - dość liczna na południu Polski inwazja balonów, nieforemnych w kształcie, za to niesamowicie błyszczących - srebrzyście za dnia i czerwono przy zachodzie słońca. W ślad za nimi zawsze pędziły milicyjne gaziki. Wiedzieliśmy, że balony nadlatują z Zachodu, że mają podwieszone pakunki z ulotkami. Ktoś widział jak milicja z pomocą pastuszków dopadła gdzieś za Limanową balon - ładunek się rozsypał, a odciążona powłoka uciekła w górę. Stróże ustroju pognali za nią, pozostawiając wrogą "bibułę" w dyspozycji małolatów. Było to nawet dla mojego dziesięcioletniego umysłu dziwne. Ale niebawem miałem okazję kwestię unaocznić.

29 stycznia 2013 r.
Zobacz więcej »

I w nieciekawą pogodę ...

I w nieciekawą pogodę ...

I w nieciekawą pogodę ciekawe latanie.
Chciałem zrobić przyjemność gościom, dwojgu znajomych z Warszawy i korzystając ze szlachetności Kolegów ze Stowarzyszenia, umożliwić im rozejrzenie się po górach z wysokości. Wcześniejsza prognoza nie wyszła i 1 grudnia góry "zamydliło" do podnóży. Trudno.

12 grudnia 2012 r.
Zobacz więcej »

Krzysztofa Krawcewicza "List do ludożerców"

To może moje osobiste zdanie, ale czasem warto kupić periodyk dla jednego niedługiego tekstu. A takim jest artykuł wstępny Krzysztofa Krawcewicza w 11 numerze "Przeglądu Lotniczego".
Krótko - o sposobie, jakim w massmediach prezentowany jest głos FACHOWCÓW ( nie partyjnych "ekspertów"! ) mających coś do powiedzenia w sprawie katastrof lotniczych. I tej jednej szczególnej. A ponieważ ich trzeźwe zdanie jest podawane przez niekompetentnych lub dyspozycyjnych moderatorów w najlepszym razie na równi z wywrzaskiem oszołomów, Autor zwraca się z dramatycznym apelem do lotniczej zbiorowości:

11 grudnia 2012 r.
Zobacz więcej »

Tulak naszego viceprezesa już w normalnej eksploatacji

Tulak naszego viceprezesa już w normalnej eksploatacji

Właściwie to po wykonaniu przez Jurka Kołodzieja samolocik powinien nosić miano "Tulak II", bo jest drugim zbudowanym przez niego samolotem tego typu. Natomiast trzecim ze wszystkich zbudowanych własnoręcznie.
Jakim samolotem jest ten trzeci? Wygodniejszym dla załogi, bo ma troszkę, ale wystarczająco szerszą kabinę i wygodniejsze siedzenia; szybszym i pewniejszym, bo silnik jest większej od poprzednika mocy. Imponujące, jak na tak mały samolot, jest oprzyrządowanie sterownicze i nawigacyjne, w tym m.in. VOR/ILS i transponder umożliwiające bezpieczny lot przy ograniczonej widoczności oraz w nocy.

Zdarzyło się niedawno, że na jednym z lotnisk komunikacyjnych Jurek ćwiczył lądowanie na ILS. Po odkołowaniu na stojankę przechodził koło grupki pilotów stojących przy jakim dyspozycyjnym "wypasie". Nagabnięty, objaśnił, że trenował tu ILS.
Popatrzyli na niego z litościwością, jeden stłumił w sobie śmiech.
Gdy po paru chwilach wracał, już nikomu nie było śmiesznie - Zaglądnęliśmy do kabiny i zwracamy honor - skwitowali z szacunkiem.

Samolot jest dostosowany i dopuszczony do holowania szybowców. Zdołał w Łososinie Dolnej wyholować na pułap "Bociana" z jednoosobową załogą, ale to był raczej sportowy wyczyn, nie do stosowania w praktyce; natomiast dobrze sobie Tulak radzi z wyciąganiem w strefę termiki szybowców jednoosobowych.
Ładny w sylwetce samolot i ładnie lata. A jasny seledyn malowania powierzchni potrafi przy różnym oświetleniu przybierać zadziwiające barwy. Efekt chyba nie zamierzony, za to bardzo korzystny.

Trochę danych
Dwuosobowy górnopłat konstrukcji mieszanej, wyposażony w system ratowniczy.
Silnik: Bombardier ROTAX 91252 o mocy ciągłej 92,5 KM

Rozpiętość - 9,6 m V max. 168 km/h
Długość - 6,38 m V przelotowa 128 km/h
Wysokość - 1,75 m V. max. holowania 128 km/h

11 grudnia 2012 r.
Zobacz więcej »

Hummelbird Andrzeja Patro

Hummelbird Andrzeja Patro

Nasz klubowy kolega z Kielc - Andrzej Patro - wystartował niedawno własnoręcznym w wytworzeniu samolocikiem. Jeszcze jeden przykład na to, że o ile mało kto widzi dziś sens budowy domowym sposobem samochodu, to zupełnie inaczej jest w dziedzinie lotnictwa - czy wg własnych projektów, czy na podstawie gotowej dokumentacji powstają dobre, nawet bardzo dobre konstrukcje latające.

24 listopada 2012 r.
Zobacz więcej »

Lisy jesienne

Lisy jesienne

Dość regularnie zamieszczamy na stronie fotoserwis z lotniczej akcji szczepienia lisów w naszym regionie. Żeby nie było nudno, za każdym razem z innego obszaru operacji.
Dziś interesujące zdjęcia naszego Prezesa Ryszarda Jaworza wykonane w rejonie Babiej Góry, Orawy i Beskidu Średniego; piękne ujęcie całego Pasma Babiogórskiego, doliny Skawy z kamieniołomem w Osielcu czy budową - już od ćwierćwiecza niestety - zbiornka Świnna Poręba.

11 października 2012 r.
Zobacz więcej »

Nad "Parowozjadą" w Chabówce

Nad "Parowozjadą" w Chabówce

Coroczna impreza dla miłośników starej kolei organizowana w Skansenie Taboru Kolejowego w Chabówce, siódma już w kolejności, po trzech latach chudych została "ubogacona" do siedmiu czynnych parowozów - w tym dwóch przybyłych z zagranic.
O tym, jak impreza miała wyglądać w założeniach i jak z poziomu ziemi, miałem wyobrażenie. A ponieważ pojawiła się możliwość, 25 sierpnia polecieliśmy z kol. Leszkiem zobaczyć, jak to wygląda z powietrza.

30 sierpnia 2012 r.
Zobacz więcej »

Prima Aprilis WRON-ie

Prima Aprilis WRON-ie

Od zdarzenia przewaliło się w tym roku równe 30 lat ...
1 kwietnia 1982 roku wojskowy An-2 z krakowskiej jednostki normalnie wynoszący w przestworza spadochroniarzy 6 Pomorskiej Dywizji Powietrznodesantowej obrał pomyślnie kurs na Wiedeń leżący wtedy, jak wiadomo, w strefie pozaideologicznej. I chociaż różnego rodzaju ucieczek lotniczych z Polski w stanie wojennym było więcej; ta utkwiła mi w pamięci dzięki wyjątkowo obszernej relacji radia z Zachodu - "Wolnej Europy" i "Głosu Ameryki".

 

Samolot oczywiście wrócił do kraju, a nawet do służby w lotnictwie wojskowym. Widocznie ówcześni maciarewicze nie znaleźli w nim ani śladów sabotażu, ani wrogich instalacji szpiegowskich. Mówiono też, że ów egzemplarz o "symetrycznym" numerze 7447 użyto do innej ucieczki poza socjalizm - tym razem do Szwecji. Ale to już tylko legenda.
Trudno było też poznać więcej szczegółów ucieczki "7447", ale ... rozumiem wojskowych, że o pewnych sprawach nie chcą mówić - czy to ze względów oczywistych, czy z obawy przed kompromitacją. Informacje na ten temat są i dziś zdawkowe, więc przytoczę zapamiętaną relację w Radiu Wolna Europa, nadaną niedługo po ucieczce krakowskiego Ana-2.
Zaznaczam, że prezentuję to, co zapamiętałem z opowieści pilota; jeśli coś będzie nie tak - z szacunkiem przyjmę sprostowania czy uzupełnienia.

Pierwsze miesiące po 13 grudnia 81 to prócz represji politycznych surowe ograniczenie wszelkich swobód przez wszechwładną tzw. Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, pospolicie - WRON-ę ( do skrótów to mamy "talent" ) Nie tylko zamknięte na głucho granice, ale i zakaz opuszczania miejsc zamieszkania bez specjalnego zezwolenia, liczne patrole i kontrole na ulicach, a obowiązkowe na rogatkach miast. Podaż artykułów pierwszej potrzeby w "uspołecznionych" sklepach była mało różne od zera, więc musiał się mimo szykan i obostrzeń rozwijać rynek podziemny. Korzystali z niego również przedstawiciele sił "prawa i ... porządku", bo choć mieli specjalne zaopatrzenie, to dla wszystkich nie wystarczało na tyle, ile potrzebowali i chcieli.
W tej sytuacji nie było specjalnego zaskoczenia u kogoś ważniejszego z dowództwa, gdy załoga wojskowego "Antka" zaproponowała przerzut z podkrakowskiej wsi na lotnisko zakupionej "na czarno" większej ilości rozmaitej świńszczyzny. Operacja tego typu była oczywiście zakazana i ryzykowna, nie tyle jednak, co nakrycie transportu drogą lądową przez milicję czy żandarmerię.
Tym fortelem załatwiono rzecz podstawową - gdy w oznaczonym dniu samolot zagubi się na jakiś czas, nie będzie zbędnych pytań, gdzie on.
Kierunek ucieczki z południa Polski mógł być tylko jeden - na Wiedeń. Ok. 260  km do granicy czechosłowacko - austriackiej (niecałe 1, 5 godz. lotu ) dawało szansę powodzenia. Teraz trzeba było znaleźć odpowiednie, bezpiecznie położone lądowisko, by zabrać na pokład rodziny z niezbędnym bagażem. Znaleziono takowe w okolicy podkrakowskiego Czernichowa, a więc już na trasie ucieczki. Pozostała rzecz ostatnia, wcale nie najłatwiejsza - opracowanie trasy wyjazdu z miasta tak, by ominąć możliwe kontrole i dotrzeć bocznymi drogami na lądowisko. Tymczasem trwała niekończąca się zima stanu wojennego i w wyznaczony dzień 1 kwietnia podkrakowskie pola pokrył śnieg. Nie na tyle jednak, by uniemożliwić przygodne lądowanie i start dość ciężkiego w końcu samolotu. Wynikł inny nieprzewidziany kłopot - po wydesantowaniu komandosów samolot udał się na owo niby świniobranie z nadplanowym pasażerem.
Mechanikiem, który niespodziewanie zabrał się na pokład. Nie pozostało nic innego, jak zabrać go ze sobą. Jak się to odbyło, opowiadający nie wyjaśnia. O samym locie mówi tak:

Byłem prawie pewien, że nad terytorium Polski nikt mnie ścigał nie będzie. By oszukać radary nad Czechosłowacją leciałem "po meblach" na minimalnej wysokości, omijając miasta i wsie. Ich zabudowa jest tu tradycyjnie skupiona, więc nie było to takie trudne. Liczyłem też, że przelot popularnej w Układzie Warszawskim maszyny z sojuszniczymi znakami nie wzbudzi sensacji.
Na południe od Karpat była już wiosna. Rwałem do przodu tak tuż nad ziemią, że w pewnym momencie przeleciałem pod samolotem rolniczym opylającym pola. Nie wiem nawet czy pilot mnie zauważył.
Granica z Austrią była widoczna bez trudu, przeskoczyłem nad nią i wyszedłem na wyższy pułap. Można już było się odprężyć. Zacząłem szukać jakiegoś kontaktu przez radio i gdy złapałem, przypomniałem sobie, że dzisiaj jest pierwszy kwietnia!
Podałem więc naszą wysokość i kierunek lotu, przedstawiając się jako ... niezidentyfikowany obiekt latający. Wywołało to pewną konsternację. Honorowym łukiem okrążyliśmy Wiedeń i wylądowaliśmy, oddając się w ręce czekającej już na nas żandarmerii.
No i okazało się, że popełniliśmy obydwaj jeden błąd - nie pozbyliśmy się w powietrzu rewolwerów, a na pokładzie samolotu był oprócz naszych najbliższych człowiek "siłą" zabrany, żądający powrotu do kraju. Nie można się temu dziwić, ale dla nas mogło to wszystko razem wyglądać na akt terroryzmu.

Obydwaj piloci znaleźli się więc w areszcie. Ale nie za długo w nim posiedzieli. Otrzymali azyl i na Zachodzie pozostali do dzisiaj.
A An-2 numer 7447 przetrwał w stanie sprawności do dzisiaj. Pomalowany jarmarcznie w guście graffiti przypomina jako "Wiedeńczyk" o swej sławnej niesubordynacji sprzed lat - patrz zdjęcia kol. K. Bartoszewskiego na tej stronie, w "zakładce" Balice wojskowe.
Samolot niedługo idzie do cywila i ma być przekazany muzeum, gdzie już z wielkim nakładem i łoskotem odbudowują ze złomu innego Ana-2.
O kraju szczęśliwy, który nie ma już do ratowania nic z własnej substancji zabytkowej!
Więc restauruje co obce, za to nie tak rzadkie.

13 sierpnia 2012 r.
Zobacz więcej »

Copyright © by Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego EAA 991

Naszą stronę czytano 743412 razy